Nawigacja:
Rozwiązujemy problemy z konfiguracją oraz obsługą aplikacji i sprzętu IT w urzędach.
Prezentujemy darmowe programy, które bez przeszkód można wykorzystać w urzędzie.
Sebastian Paweł Zalipski
PRAWO | Wysokie koszty zakupu i odnawiania elektronicznego podpisu weryfikowanego certyfikatem kwalifikowanym powodują, że z usług e-administracji korzystają dzisiaj nieliczni. Rząd szykuje nową ustawę o podpisach elektronicznych, dzięki której cyfrowa sygnatura ma się upowszechnić.
Czytając zapisy obecnej ustawy o podpisie elektronicznym (DzU z 2000 roku nr 114, poz. 1188), można odnieść wrażenie, że podpis cyfrowy jest instrumentem niezmiernie skomplikowanym, a zrozumienie zasad jego funkcjonowania czyni z nas specjalistę wysokiej klasy. Osoby pragnące poznać istotę tego narzędzia, szukają w innych przepisach, wśród różnych form czynności prawnych, analogii pozwalających pojąć, jakie skutki prawne może wywołać używanie "bezpiecznego podpisu kwalifikowanego". Tymczasem nie można tu stosować takich porównań, ponieważ ustawa dopuszcza tylko jeden typ podpisu. Jej przepisy "dają" użytkownikowi więcej gwarancji, niż potrzebuje, a zarazem wprowadzają uciążliwy obowiązek odnawiania certyfikatu lub nadawania dokumentom znaczników czasu. A do tego podpisowi cyfrowemu nadano "wpadającą w ucho nazwę" - Bezpieczny Podpis Elektroniczny Weryfikowany Przy Pomocy Ważnego Kwalifikowanego Certyfikatu - w skrócie: BPEWPPWKC. Koszmar.
Ministerstwo Gospodarki, dostrzegając, że podpis elektroniczny w dotychczasowej postaci nie tylko ma trudną nazwę, ale także, mówiąc wprost, "moralnie się zestarzał" i niespecjalnie odpowiada potrzebom użytkowników, podjęło starania zmierzające do opracowania lepszej jego formy. Jak podaje resort w raporcie "Ocena skutków regulacji ustawy o podpisach elektronicznych", w lutym 2009 roku wydano ponad 202 tysiące aktywnych certyfikatów kwalifikowanych do składania bezpiecznego podpisu elektronicznego. Rok wcześniej zrealizowano 1,4 mln usług kwalifikowanego znakowania czasem. Widać z tego, że popyt na te usługi nie jest satysfakcjonujący, biorąc pod uwagę liczbę papierowych dokumentów krążących wciąż w polskiej administracji.
Za jedną z przyjętych metod służących dostosowaniu polskiej ustawy do dyrektywy 93/99/WE uznano dostosowanie podpisu elektronicznego do terminologii obowiązującej w unijnym dokumencie. Wzorowano się przy tym na kilku wybranych europejskich przypadkach przeniesienia pomysłów z dyrektywy na grunt prawa krajowego. Polskie Ministerstwo Gospodarki powołało się na przykład Danii, w której nie udało się z powodzeniem wdrożyć podpisu kwalifikowanego. Wprowadzono tam nieodpłatny podpis dla osób fizycznych i odpłatny dla osób prawnych, rezygnując z podpisu kwalifikowanego. Tymczasem okazało się, że władze Unii, dążąc do interoperacyjności procedur administracyjnych w ramach całej Wspólnoty, wspierają dążenia do wprowadzenia podpisu kwalifikowanego, ponieważ tylko ten rodzaj cyfrowej sygnatury może w przyszłości zostać powszechnie uznawany i akceptowany - bez względu na kraj pochodzenia podpisującego czy podmiotu zapewniającego możliwość weryfikacji podpisu. Obecni użytkownicy podpisu w Danii - chcąc w przyszłości używać podpisu kwalifikowanego w obrocie wewnątrzunijnym - będą musieli sobie go dodatkowo kupić. Zatem podczas prac nad opracowaniem nowej polskiej ustawy regulującej kwestię podpisu elektronicznego wstępnie uznano za potrzebne stworzenie takiego katalogu podpisów elektronicznych, które - choć terminologicznie - odpowiadać będą wzorcom z dyrektywy 93/99.
[...]
Autor jest dziennikarzem, prawnikiem i specjalistą ds. organizacyjno-prawnych Politechniki Wrocławskiej.
Mobilna edukacja. W dniach 25–27 maja 2012 r. odbędzie się po raz...
Krajowe Ramy Interoperacyjności. 16 maja br. zostało ogłoszone...
Bezpłatna konferencja o przetwarzaniu danych w chmurze. „Cloud...
Sieć rzeczy. Szacuje się, że w roku 2015 każdy człowiek będzie...
Microsoft i resort gospodarki zapraszają. „Narzędzia elektroniczne...
Specjalistyczne publikacje książkowe dla pracowników administracji publicznej