Miesięcznik informatyków i menedżerów IT sektora publicznego

Katarzyna Bielińska, Sebastian Kuniszewski

Portal szyty na miarę

WWW | Z dobrym portalem miejskim jest jak z całą e-administracją. Serwowane odgórnie cudowne lekarstwa nie działają, bo projekt musi być dopasowany do konkretnych potrzeb. Jak przygotować nowoczesny serwis, opowiadają praktycy z największych miejskich witryn WWW.

Fot. D. Stańda

O tym, jakie usługi portalu miejskiego cieszą się popularnością, łatwo przekonać się, przeglądając statystyki odwiedzin najbardziej obleganych serwisów - warszawskiego, poznańskiego, wrocławskiego. - Najnowsze "notowania" wykazują, że dużą oglądalnością cieszą się rozkłady jazdy komunikacji miejskiej, baza wydarzeń kulturalnych, internetowa mapa Wrocławia, ogłoszenia o przetargach i ofertach pracy Urzędu Miasta - wylicza Monika Florczak z Wrocławskiego Serwisu Internetowego.

Z duchem czasu

Swego czasu rekordy popularności miejskich witryn biły podstrony z odpowiedzią na pytanie, jak wymienić dowód osobisty. Tak więc to właśnie informacja związana z miastem, dzielnicą czy wręcz osiedlem, na którym żyje użytkownik serwisu, jest towarem najbardziej chodliwym i pożądanym. - Idealna sytuacja to taka, kiedy poszukiwanie interesującej informacji internauta nie tylko rozpoczyna od serwisu miejskiego, ale również tu ją odnajduje - mówi Cezary Polakiewicz z Wroclaw.pl. Dlatego wszelkiej maści informatory - czy to dotyczące szpitali pełniących ostry dyżur, aptek otwartych w weekendy czy godzin działania urzędów - cieszą się wciąż niesłabnącym powodzeniem. Poznański Miejski Informator Multimedialny (Poznan.pl) publikuje szczegółowe repertuary kin we wszystkich salach od 1998 roku, czyli od początku istnienia, i mimo wielu konkurencyjnych tego rodzaju przewodników w Sieci wciąż spotykają się z zainteresowaniem. Według Wojciecha Pelca, szefa MIM-u, niezwykle ważna jest wiarygodność podawanych informacji. - Dobry serwis musi unikać angażowania się w lokalne spory oraz zajmowania stanowiska czy komentowania rzeczywistości. Jego zadaniem jest dostarczanie informacji źródłowej w maksymalnym stopniu uwolnionej od treści reklamowych. Jak przyznaje, może to powodować pewną "ociężałość" - Jest to cena braku pogoni za tzw. newsami - mówi.

Co ciekawe, wagę rzetelnie przygotowanej informacji dostrzegają nie tylko korzystający z serwisów internauci, ale i jej "wytwórcy" - urzędy. Do takich wniosków doszli eksperci z Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym, którzy przyjrzeli się bliżej 200 polskim gminom, próbując odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu "elektroniczna komunikacja samorządowa" może stanowić "innowacyjne narzędzie rzecznictwa interesów społecznych". Znakomita większość przebadanych gmin - aż 94% - uważała, że własna elektroniczna strona informująca o aktualnych wydarzeniach miejskich jest "wyrazem podążania z duchem czasu". Jest to szczególnie istotne właśnie teraz, gdy zauważalny jest proces wypierania mediów tradycyjnych przez elektroniczne. Specjaliści orzekli ponadto, że informowanie w Internecie o wydarzeniach jest dla urzędników mniej czaso- i pracochłonne oraz generuje mniejsze koszty.

W siatce informatorów

Za postulatem wiarygodnej informacji idzie kolejny - informacji umiejętnie podanej i sprofilowanej. Twórcy nagradzanego wrocławskiego serwisu podkreślają dużą wagę ograniczenia liczby poziomów zagłębień. Złotym środkiem jest tu zasada "trzech kliknięć". - Chodzi o to, żeby użytkownik po maksymalnie trzech "kliknięciach" w menu, był w stanie dotrzeć do dowolnej informacji umieszczonej w portalu - mówi Cezary Polakiewicz z Wroclaw.pl. W nasycaniu serwisu informacjami niezwykle istotna jest współpraca jego redaktorów z innymi urzędami i instytucjami. Dobrą praktyką w tym względzie może być stworzenie swoistej siatki miejskich "informatorów" - szefów placówek publicznych, ośrodków zdrowia, domów kultury, dyrektorów spółek, organizatorów imprez, którzy dostarczać będą aktualne informacje. Skuteczną strategię wypracował sobie portal Lublin.eu, który informacje "zasysa" z działu newsów lokalnych mediów. Redakcja wrocławskiego serwisu, który pracuje obecnie nad nową odsłoną, chce, by w przyszłości ciężar nasycania informacjami spoczywał na oddelegowanych z poszczególnych jednostek miejskich osobach, a także na współpracownikach z instytucji zewnętrznych. - Taka decentralizacja nie tylko odciąży obecny zespół, ale przede wszystkim pozwoli na wyeliminowanie niepotrzebnych "pośredników" w przepływie informacji - mówi Cezary Polakiewicz.

Zarządzanie dużym serwisem miejskim bywa problematyczne właśnie z powodu kłopotów z szybkim i sprawnym przekazywaniem informacji z poszczególnych wydziałów urzędu oraz jednostek organizacyjnych. - Mamy nadzieję, że zmiany w zasadach "dystrybucji" pozwolą uniknąć tych problemów - dodaje Monika Florczak z Wroclaw.pl. Trzeba pamiętać, że - abstrahując od tego, skąd pochodzą informacje - to na barkach redakcyjnego zespołu zawsze spoczywa zadanie ich umieszczenia w odpowiednich kategoriach, a także wyeliminowanie błędów przed ostatecznym zatwierdzeniem i publikacją.

Uwaga, portal kontrolowany

Warto zwrócić uwagę na różnorodność profili osób zaglądających na miejskie witryny - są wśród nich nie tylko mieszkańcy i turyści, ale i przyszli inwestorzy. Dla tych ostatnich Urząd Miasta Ustki (www.ustka.pl) uruchomił podstronę, na której potencjalni inwestorzy mogą dowiedzieć się o aktualnych przetargach, poznać szczegółowy plan zagospodarowania przestrzennego i zapoznać się z ofertami nieruchomości. Podobnych pomysłów jest coraz więcej, jednak niestety nadal należy je rozpatrywać jako pewne "świeżynki", a nie stały element internetowego miejskiego krajobrazu.

W odpowiednim dostosowaniu publikowanych informacji do potrzeb odbiorców ważną rolę odgrywa stałe monitorowanie statystyk odwiedzin. Jest to normalna praktyka wszystkich zarządzających dużymi serwisami internetowymi. Wojciech Pelc, szef poznańskiego portalu, potwierdza: - Oczywiście, analizujemy ruch przychodzący, czas przebywania na stronach, godziny największej oglądalności. Te statystyki pomagają oceniać trafność decyzji odnośnie do doboru i promocji e-usług czy chociażby prawidłowość osadzenia informacji w strukturze informatora w zależności od celu, jaki przyświecał ich wytworzeniu - mówi.

Tworząc wizerunek

Jedną z najważniejszych korzyści dla gminy, jaka wynika z profesjonalnie "skrojonej" miejskiej witryny, jest poprawa wizerunku miejscowości i jej gospodarzy - do takiego wniosku doszli eksperci z Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym. Informacja i promocja to dwa na tyle nierozerwalnie ze sobą splecione elementy miejskiej "wizytówki", że właściwie zaciera się granica między tym, co już jest promocją, a co jeszcze tylko "czystą" informacją. Fakt ten zdają się rozumieć - i całkiem umiejętnie wykorzystywać - władze Lublina, dla których uruchomienie nowego serwisu było istotnym elementem strategii promocji miasta. Firma Structum sp. z o.o., której urzędnicy powierzyli przygotowanie portalu Lublin.eu, do stworzenia warstwy graficznej wykorzystała system identyfikacji wizualnej miasta. Stąd obecność w layoucie strony charakterystycznych "elek" oraz elementów fresków z kaplicy Trójcy Świętej lubelskiego zamku.

Także szata graficzna serwisu - biała od godziny 6 do 19 rano, nocą przybierająca barwę czarną - to efekt świadomego "chwytu" promocyjnego (więcej na temat lubelskiej witryny - patrz ramka "Etapy realizacji portalu Lublin.eu").

Nie jest to zresztą jedyny nieszablonowy pomysł na kreowanie wizerunku dzięki Sieci, z jakiego korzysta lubelska witryna. W dziale Multimedia zaprezentowano 70 sferycznych panoram najpiękniejszych zakątków miasta - dzięki interaktywnej formie zdjęcia internauta ma wrażenie przebywania wewnątrz sfotografowanej przestrzeni. Innym sposobem na oddanie klimatu miasta są prezentacje anaglifów - trójwymiarowych fotografii, które oglądane przez specjalne czerwono-niebieskie okulary (można je pożyczyć w Lubelskim Ośrodku Informacji Turystycznej) dają niemal doskonałe złudzenie przestrzeni.

Działy z multimediami są zresztą jednymi z najchętniej odwiedzanych miejsc w serwisach miejskich - galerie zdjęć, wirtualne wędrówki, internetowe pocztówki, "miejskie" tapety na pulpit - cieszą się dużym zainteresowaniem, i co tu dużo mówić - w znacznym stopniu podnoszą oglądalność serwisów. Interesujący pomysł na promocję Ustki znaleźli nadmorscy włodarze - dzięki kamerom internetowym zamontowanym na latarni morskiej i promenadzie można on-line oglądać miasto z każdego zakątka Ziemi (www.ustka.pl/new/index.php?fp=kamery). Podobnie kreuje swój wizerunek Rybnik - panoramę miasta na żywo można zobaczyć dzięki kamerom zainstalowanym na dachu Teatru Ziemi Rybnickiej, rybnickim rynku i placu Wolności (www.rybnik.pl). Kamery są sterowane, więc obraz przez nie przekazywany zmienia się co jakiś czas.

Gzik z Poznania, wino z Zielonej Góry

O tym że miejska witryna internetowa może służyć promocji tożsamości, przekonuje Wojciech Pelc z poznańskiego serwisu. - Jeśli Internet jest narzędziem globalnym, to świat pozna naszą specyfikę na tyle, jak bardzo potrafimy "sprzedać ją" w Sieci. Mieszkańcy Poznania szukają w portalu miejskim dokładnie tego samego, co mieszkańcy innych miast - zestaw informacji i usług jest tu podobny. I podobnie jak gdzie indziej, chcą tam się czuć "u siebie", czyli odnaleźć to coś, co ich wyróżnia spośród innych - mówi redaktor naczelny portalu. Stąd pomysł na to, by internautom rozmiłowanym w Poznaniu prezentować codziennie nowe słowo gwary znanej mieszkańcom grodu nad Wartą nie tylko z przekazu rodziców i dziadków, ale i nierzadko używanej na co dzień (hasło na dziś - gzik). Z podobnego założenia wychodzą władze Gdańska, które szykując się na Euro 2012, obok wersji strony w języku angielskim, niemieckim, rosyjskim, francuskim i hiszpańskim, uruchomiły witrynę także po kaszubsku (www.gdansk.pl).

Za pomocą strony internetowej można nie tylko podkreślić charakterystyczne dla miasta elementy, ale i wykreować nowe. Tak właśnie postąpiły władze Konina, które walcząc z dotychczasowym wizerunkiem miasta, kojarzonym z industrialnym pokopalnianym krajobrazem, zdecydowały się pokazać jego nowe oblicze - atrakcyjnie turystyczne tereny, piękne jeziora, zabytki i doskonałe położenie dla inwestorów. Wysiłki okazały się skuteczne - witryna Urzędu Miasta Konina (www.konin.pl) otrzymała wyróżnienie w konkursie "Złota@ - Samorządowy Lider Elektronicznej Administracji" organizowanym przez Stowarzyszenie Miasta w Internecie. Natomiast władze Zielonej Góry, chcąc "sprzedać" swoje miasto jako miejsce… winem płynące, umieściły w witrynie dział Winiarstwo. Bogaty i różnorodny w treści redakcyjne serwis promuje między innymi jedną z największych miejscowych imprez - winobranie. Sami jesteśmy przykładem na to, jak działa magia internetowej promocji - choć od Zielonej Góry dzieli nas kilkaset kilometrów, mamy ochotę wybrać się do tamtejszych winnic skosztować lokalnego trunku, a także zobaczyć winiarskie miasteczko ustawione wokół ratusza.

Przez małe "e"

Według Marka Woźniaka, twórcy serwisu Net.PR.pl, witryna internetowa urzędu powinna być nie tylko medium informacyjnym, ale także instrumentem umożliwiającym załatwienie konkretnym obywatelom konkretnych spraw. - Tylko wtedy może być skutecznym narzędziem w kreowaniu pozytywnego wizerunku urzędu - mówi Woźniak. I trudno takiemu rozumowaniu odmówić słuszności - wszak nowe technologie informacyjne służyć powinny ułatwieniu codziennego funkcjonowania mieszkańców, a zarazem racjonalizowaniu procedur urzędowych. Proste? Tylko w teorii - platform e-urzędowych z prawdziwego zdarzenia jest tyle, ile przysłowiowych rodzynków w drożdżowym cieście - stanowczo za mało. Niezależnie od tego, czy pomysł wprowadzenia elektronicznych skrzynek podawczych uznamy za całkowite - czy tylko częściowe - fiasko (w przeprowadzonej przez naszą redakcję sondzie wielu urzędników nieoficjalnie przyznało, że jedyne wnioski, jakie wpłynęły do ich urzędów drogą elektroniczną, to dokumenty testowe, wysłane w trakcie wdrażania i testowania platform informatycznych!) - widać wyraźnie, że cudowne lekarstwa w postaci wielkich centralnych koncepcji - nie działają. Podobnego zdania są nasi rozmówcy - zarządzający dużymi serwisami miejskimi praktycy, którzy na sterowanej z Warszawy e-administracji potykali się wielokrotnie. Wojciech Pelc: - Nikt w państwie nie ma całościowej wizji administracji, a zatem próba informatyzacji niewiadomego musi skończyć się niepowodzeniem. Tak było z wprowadzeniem skrzynek podawczych, których wykorzystanie jest minimalne, a poniesione nakłady w skali kraju ogromne! I podpisem elektronicznym, który w Polsce jest skrajnie niepraktyczny, skomplikowany, a na dodatek drogi. Zapatrzyliśmy się w technologię, zamiast skupić się na celu, jakiemu ma służyć.

O tym, jaki jest jedyny i słuszny cel e-administracji, można przekonać się, przeprowadzając bardzo prosty tekst. Wystarczy postawić się w roli mieszkańca i spróbować załatwić przez Internet urzędową sprawę. Proste? Nie wszędzie. Z pewnością nie powinni mieć z tym trudności mieszkańcy Zielonej Góry - lista procedur, które można załatwić przez Internet w Urzędzie Miejskim liczy ok. 100 pozycji - brawa za prosty, ale bardzo funkcjonalny układ. Oczywiście, takich miejsc jest znacznie więcej, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Bo jak tu mówić o załatwianiu spraw urzędowych drogą elektroniczną, skoro, jak wynika z analiz naukowców Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym, elektroniczna książka adresowa pozwalająca od razu wysłać e-mail z zapytaniem - znalazła się w serwisach zaledwie 47% gmin! Krótkie "przedstawienie sylwetek członków organów gminy na stronach internetowych" znaleźć można tylko w co czwartej gminnej stronie internetowej. Tymczasem, zdaniem badaczy, wskazywanie osób odpowiedzialnych za określone zadania jest godną polecenia praktyką - nie tylko bowiem "zbliża władzę do ludzi", ale stanowi cenną informację o tym, do kogo mogą oni zwrócić się w konkretnej sprawie. Dzięki temu urząd przestaje być kojarzony z nadmierną biurokracją, wzrasta zaufanie lokalnej społeczności do pracowników samorządowych, a zarówno interesanci, jak i pracownicy urzędu oszczędzają czas.

Wśród innych godnych polecenia praktyk specjaliści rekomendują zamieszczanie na stronach internetowych składu organów władz samorządowych. I tu sytuacja ma się już znacznie lepiej - 99% zbadanych gmin publikuje w swoich witrynach tego rodzaju zestawienia. Co ciekawe, równie popularnym narzędziem stosowanym w większości badanych gmin (95%) jest elektroniczna informacja o przetargach. Potrzeba publikowania tego typu danych wynika z chęci zachowania jawności i przejrzystości, a co za tym idzie - pozytywnej oceny urzędu przez mieszkańców i przedsiębiorców. Biorąc pod uwagę, że organizowanie przetargów należy do elementarnych obowiązków każdej gminy, zapewnienie tak łatwego dostępu do tego typu informacji wydaje się niezbędne i pożądane.

Od mogił do ślubów

Autorzy unikalnego w skali kraju raportu o elektronicznej komunikacji samorządowej doszli zresztą do innego frapującego wniosku. Ich zdaniem często najprostsze rozwiązania ze względu na swoją innowacyjność stają się rozwiązaniami wysokiej użyteczności - dlatego należy je upowszechniać. Doświadczenia, jakie twórcy poznańskiego MIM-u gromadzą już od dekady, zdają się potwierdzać tę opinię. Tu pomysł na internetowy serwis miasta był prosty - zaoferować popularne usługi, które przyciągną i przytrzymają w portalu miejskim jak najwięcej użytkowników. Efekty przerosły oczekiwania. - Absolutnym hitem od lat jest dość specyficzna usługa informacyjna - powstała przy okazji realizacji programu e-Poznań - internetowa wyszukiwarka mogił na poznańskich cmentarzach - mówi Wojciech Pelc. Dzisiaj wyszukiwarka obejmuje dwa ogromne cmentarze komunalne, trzy cmentarze parafialne i jeden zabytkowy - miesięcznie notuje ok. 13-16 tys. odwiedzin, w październiku i listopadzie ta liczba osiąga 70-90 tys.! Równie proste - a przez to i niewymagające zbyt dużych nakładów pracy są także inne usługi oferowane mieszkańcom stolicy Wielkopolski: giełda podręczników - przez 2,5 roku funkcjonowania zarejestrowała prawie 22 000 ofert. Z jednej z najstarszych propozycji, giełdy pracy dla nauczycieli, korzysta miesięcznie kilkadziesiąt osób.

Pionierskim projektem e-administracyjnym może pochwalić się serwis stolicy Dolnego Śląska - elektroniczny system rekrutacji do szkół obejmuje wszystkie poziomy edukacyjne - od przedszkola do szkół ponadgimnazjalnych, z uwzględnieniem placówek niepublicznych - mówi Cezary Polakiewicz z Wrocław.pl. Wyjatkową w skali kraju propozycję ma dla swoich mieszkańców zielonogórski portal (www.zielona-gora.pl), który oferuje możliwość rezerwacji terminu ślubów on-line.

Warto podkreślić, że elektroniczna komunikacja z mieszkańcami - za pomocą strony internetowej - przynosi korzyści nie tylko tym ostatnim. Zdaniem ekspertów zyskują także samorządowcy i gmina - buduje się poczucie wspólnoty, zwiększa sprawność i szybkość działania władzy samorządowej - przy niższych kosztach wzrasta zasadność i trafność decyzji samorządowych (bo podlegają wcześniejszym konsultacjom społecznym). Ogólny i szybki dostęp do informacji i wiadomości powoduje większą przejrzystość oraz otwartość - mieszkańcy nabierają zaufania do władz miasta. A umieszczenie na stronie internetowej różnorodnych informacji sprawia, że urzędnicy nie muszą już poświęcać czasu na przekazywanie tych informacji bezpośrednio interesantom. Dzięki temu zyskują więcej czasu na pracę koncepcyjną i merytoryczną, a ogółem wzrasta efektywność pracy urzędników, co w dłuższej perspektywie obniża koszty funkcjonowania administracji.

Banner z prezydentem

Miejska witryna może być znakomitym narzędziem do konsultacji władz z mieszkańcami. Polskie urzędy coraz śmielej sięgają po narzędzia ery Web 2.0. służące integracji i interakcji - fora, ankiety tematyczne, formularze kontaktowe czy czaty. Natomiast wciąż jeszcze do rzadkości należy wykorzystanie takich "wynalazków" jak newsletter (np. z wiadomościami z magistratu, komunikatami urzędu miasta, informacjami o zamówieniach publicznych czy sesjach rady miasta) czy usługa RSS w wygodny sposób dystrybuująca treści serwisu i BIP-u.

Także i do tej kwestii warto odnieść postulat sięgania po najprostsze rozwiązania, które okazują się nadspodziewanie użyteczne. Dobrym przykładem jest tu witryna Konin.pl, w której zamieszczono okienko "Pytanie do prezydenta". Jak się okazało, ten prosty pomysł był strzałem w dziesiątkę. Mieszkańcy pytają o pracę, możliwość instalacji sygnalizacji świetlnej przed ruchliwym skrzyżowaniem czy lokale komunalne, a co najważniejsze pytania te nie trafiają w sieciowy niebyt, bo prezydent odpowiada - konkretnie i rzeczowo, skutecznie budując pozytywny wizerunek otwartego na potrzeby mieszkańców urzędnika.

Nie o modę chodzi

W dyskusji w ramach Internetowej Platformy Konsultacji Społecznych uruchomionej przez poznański serwis może wziąć udział każdy chętny. Tematem konsultacji są duże projekty wprowadzane do miasta - rowerowe, parkingowe. W ramach platformy prowadzone są moderowane wątki, działa moderowany czat, spotkania organizowane w Urzędzie Miasta transmitowane są w postaci filmu. - To nie jest pomysł typu "fora są modne i poprawiają wizerunek". To próba zachęcenia mieszkańców do merytorycznej dyskusji, w której pracownik urzędu wypowiada się w imieniu swojej instytucji (a nie anonimowo) - mówi Wojciech Pelc. Dlatego redakcja MIM-u z pełną świadomością wprowadziła moderację wątków, uniemożliwiając jednocześnie występującym pod imieniem i nazwiskiem moderatorom usuwanie raz dopuszczonych i zaakceptowanych treści. - W naszym zamyśle ma być to promocja rzeczowej, merytorycznej dyskusji na argumenty - stąd w wątkach odnośniki do dokumentów źródłowych czy tworzonych dla tych tematów stron WWW - dodaje Pelc. Jakie jest zainteresowanie platformą wśród poznaniaków? Różne, w zależności od tematu - najwięcej uczestników i czytających miał wątek o przeniesieniu "zerówek" do szkół podstawowych. Także warszawski serwis udostępnia mieszkańcom stolicy możliwość śledzenia obrad rady miasta on-line.

Jacek Kilian z Wrocławskiego Serwisu Internetowego przyznaje, że idea forum czy czatu nie znalazła akceptacji decydentów. - Natomiast w nowym serwisie dostępne będą sondy i ankiety. Internauci będą mieć możność komentowania treści artykułów i stron. Będzie to sposób na informowanie nas, urzędników czy władz miasta, o problemach i uwagach mieszkańców - mówi. A korzyści ze stosowania takich narzędzi są nie do przecenienia - wg specjalistów z Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym pozwalają one zaktywizować społeczność lokalną, wciągają grupę nieaktywnych mieszkańców w nurt działań lokalnych, budują poczucie wspólnoty, stwarzają mieszkańcom poczucie wpływu na bieg spraw lokalnych, a to z kolei pozwala władzom lepiej dostosować miejscową politykę do potrzeb i oczekiwań mieszkańców.

Jedyną stałą jest zmiana

O tym że stworzenie profesjonalnego portalu miejskiego nie jest zadaniem prostym ani tanim, przekonują przykłady największych ośrodków w Polsce. Dla porównania - koszty wdrożenia infrastruktury sprzętowej oraz systemowej związanej z nowym portalem Wrocławia szacowane są na ok. 900 tysięcy złotych. Kiedy w styczniu ubiegłego roku rozmawialiśmy z twórcami Wrocławskiego Serwisu Internetowego, zapowiadali odsłonę nowego portalu na drugi kwartał ubiegłego roku. Jednak pod adresem Wroclaw.pl wciąż działa stara strona, a Jacek Kilian przyznaje, że część zadań trzeba było powierzyć firmie zewnętrznej. Także Robert Klimek z Wydziału Projektów Internetowych Biura Promocji Miasta Warszawy na temat zmian w serwisie stolicy wypowiada się niechętnie: - Prace nad poprawą portalu wciąż trwają - ucina.

Twórcy Wroclaw.pl nie mają idealnej recepty na zbudowanie dobrego serwisu miejskiego. Dlatego liczą się z ewentualnymi krytycznymi uwagami po opublikowaniu nowej odsłony portalu w wersji "beta". - Oczywiście, planujemy uwzględniać uwagi w ramach rozwijania produktu. Tak więc może właśnie możliwość szybkiej i samodzielnie realizowanej modyfikacji, rozbudowy i rozwoju należałoby uznać za kluczową cechę każdego dobrego serwisu miejskiego - mówi Jacek Kilian.

Cyfrowo niedostępni

Niestety, jest też pewna stała i jak dotąd niezmienna przypadłość trapiąca miejskie witryny, która plasuje nas w europejskim ogonie. Chodzi o postulowaną przez Unię Europejską "e-Dostępność" (e-Accessibility). O tym jak przygotować stronę internetową, by mogła być czytana przez osoby niedowidzące i niewidome, pisze na naszych łamach ekspert od audytów dostępności stron WWW.

Tu przypomnijmy tylko parę faktów. Zacznijmy od tego, że w Polsce nie ma aktu prawnego regulującego bezpośrednio tę kwestię, pewne umocowania można jednak znaleźć w Konstytucji RP, ustawie o dostępie do informacji publicznej, ustawie o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne i Karcie praw osób niepełnosprawnych. Ważną okolicznością jest jednak to, że na mocy komunikatu Komisji z 2001 r. COM(2001) 529 w sprawie dostępności publicznych stron internetowych oraz rezolucji Rady i Parlamentu z 2002 r. państwa członkowskie - a więc i Polska - zobowiązały się do tego, by publiczne witryny były zgodne z międzynarodowymi wytycznymi określonymi przez World Wide Web Consortium. Publikowane przez tę organizację rekomendacje nie mają mocy prawnej, nakazującej ich użycie, lecz jej wpływ nie pozwala się z nimi nie liczyć. Co istotne, zgodnie z zaleceniem Unii Europejskiej do 2010 roku wszystkie publiczne serwisy on-line powinny spełniać wymagania W3C w zakresie projektowania i funkcjonalności stron WWW.

Teoretycznie mamy więc trochę czasu, jednak akurat w tej kwestii nie warto zwlekać, zwłaszcza że rzeczywistość rysuje się dość ponuro. Świadczą o tym choćby wnioski z audytu serwisów internetowych dziewięciu wybranych urzędów miejskich w Polsce, przeprowadzonego w ramach projektu Widzialni.eu przez Polski Związek Głuchych, Polski Związek Niewidomych oraz Agencję IArt. Otóż najwyższą notą była ocena dostateczna, którą mogły "pochwalić się" strony urzędów miejskich w Warszawie, Toruniu, Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Białymstoku, Szczecinie i w Gdańsku. Żadnego z kryteriów nie spełniła strona łódzkiego urzędu miasta, oceniona na "dwóję".

Czat z wójtem, burmistrzem czy prezydentem wykorzystywany jest zaledwie w 10 z 200 zbadanych samorządów. O stanie załatwienia sprawy informuje za pośrednictwem witryny 45% gmin.

W tym kontekście warto docenić inicjatywę poznańskiego Miejskiego Informatora Multimedialnego - przewodnik po portalu i BIP tłumaczony na język migowy. - Pomysł wyszedł od osób pracujących z niesłyszącymi. Nakłady były minimalne: koszt tłumaczenia migowego. Filmy nakręciliśmy i przygotowaliśmy do publikowania we własnym zakresie. Spodobało się! - mówi Wojciech Pelc.

Z myślą o mieszkańcach

Jednak nawet najbardziej wybredni użytkownicy Sieci muszą przyznać, że internetowy miejsko-urzędowy krajobraz zmienia się na lepsze. Dostrzegają to również różnego rodzaju gremia, wyławiając z Sieci przykłady dobrych praktyk. Służą temu także, i chyba nawet najbardziej te konkursy, które strony internetowe oceniają nie tylko w kategorii "publicznych" czy "samorządowych" (np. organizowany przez Stowarzyszenie Miasta w Internecie), ale pozwalają witrynom urzędów "występować" obok stron komercyjnych, przygotowanych przez profesjonalne agencje, i siłą rzeczy być do nich porównywanym.

Wszak Internet jest jeden, a strony administracji publicznej powinny nauczyć się walczyć o uwagę użytkownika Sieci, i wprowadzenie tu mechanizmów konkurencyjności jest zjawiskiem jak najbardziej pożądanym. Takim konkursem jest Webstarfestival promujący najlepsze strony WWW oraz reklamy internetowe (www.webstarfestival.pl). Laureatem ostatniej edycji została wspomniana już witryna Lublin.eu, która zarówno przez internautów, jak i jurorów Akademii Internetu uznana została za najlepszą witrynę administracji publicznej. Jury doceniło "bogatą funkcjonalność, nowoczesny design, szeroki zakres tematyczny z dobrą architekturą informacji". Eksperci zwrócili uwagę na jeszcze jedną cechę wyróżniającą lubelską witrynę - że powstała "z myślą o mieszkańcach, a nie wizytówce urzędu". I to chyba jest najlepsza i najkrótsza odpowiedź na pytanie, jaki powinien być dobry portal miejski.

Autorka jest sekretarzem redakcji miesięcznika "IT w administracji". Pracowała jako redaktor naczelna jednego z miesięczników miejskich, publikowała w Gazecie Wyborczej i londyńskim Nowym Czasie.

Autor jest dziennikarzem technologicznym i redaktorem prowadzącym
w jednym z branżowych portali internetowych. Publikuje w prasie komputerowej.

 
 

Admin wITek

Admin wITek - Maj 2012

Galeria wITka   

Polecamy

Biblioteka Informacja Publiczna

Specjalistyczne publikacje książkowe dla pracowników administracji publicznej

więcej